Na Kaszubach spędzaliśmy przez kilka lat nasze urlopy, a było to w latach 2007 – 2011. Część wpisów z tych wyjazdów się zachowała jak Trójmiasto czy Szymbark. Zdecydowana większość została zniszczona przez włamywacza na konto i nigdy tego nie naprawiłam.
Tego roczny wyjazd był nieco spontaniczny, bardzo krótki i sentymentalny. Rezerwując nocleg niespodziewaniśmy się że północna Polska zostanie skuta lodem i nasze wycieczki będziemy odbywać w siarczystym mrozie.
Zamieszkaliśmy w Warzenku, oddalonym ok. 10 km od Bożanki, która kiedyś była naszą noclegownią i bazą wypadową. Odkryty przez nas Ośrodek Turystyczny w Warzenku okazał się świetną bazą wypadową na miarę dzisiejszych czasów. Spędziliśmy tu cztery pełne dni.
Pierwszego dnia odwiedziliśmy oczywiście Bożankę, był to bardzo krótki spacer i nie ma się tu nad czym rozwodzić. Na przestrzeni lat turystycznie straciła, a nie zyskała. Nie znalazłam tu żadnej bazy noclegowej, niegdysiejsze łąki zostały zabudowane domami, a jezioro, w którym pływaliśmy, ogrodzone.
Z Bożanki pojechaliśmy do Mikoszewa, zobaczyć na własne oczy to, co pokazywali w telewizji – zamarznięte morze i fale.
Spacer w 14 stopniowym mrozie przy pełnym słońcu był fantastyczny.
Z Mikoszewa pojechaliśmy na obiad do Gdańska
oraz zobaczyć na własne oczy zamarzniętą Motławę.
Drugiego dnia pojechaliśmy najpierw na Rewski Cypel. Łacha piachu, którą mieliśmy się przespacerować, pokryta była lodem, a z dwóch jej stron zamiast wody był lód. Pierwszy i zapewne ostatni raz w życiu widziałam takie zjawisko. Także pierwszy raz widziałam bojery oraz ludzi jeżdżących na łyżwach po zamarzniętym Bałtyku.
Z Rewy pojechaliśmy do Rzucewa. Obejrzeliśmy zamek, w którym znajduje się hotel i restauracja, poszliśmy na molo, które z czasem dorobiło się barierek i ławeczek. Ścieżka brzegiem morza była skuta lodem zatem zrezygnowaliśmy ze spaceru na rzecz wizyty w Gdyni.
W Gdyni zjedliśmy obiad w Tawernie i zrobili krótki spacer skwerem Kościuszki.
Trzeci dzień zwiedzania rozpoczęliśmy od krótkiego trekingu Kalwarią Wejherowską.
Panujące warunki atmosferyczne oraz nasze obuwie pozwoliły na przejście do kilku kapliczek.
Gdyby ktoś miał ochotę przejść całość, poniższa mapka jest dostępna na stronie kalwarii
Z Kalwarii przejechaliśmy do centrum Wejherowa, miasta założonego przez Jakuba Wejhera, który był także fundatorem Kalwarii Wejherowskiej. Samochód zostawiliśmy na bezpłatnym parkingu (w centrum płatne) przed Pałacem Przybędowskich, w którym mieści się siedziba Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubso-Pomorsiej. Za pałacem znajduje się park z amfiteatrem.
Ok. 300 m od parkingu znajduje się rynek a na nim ratusz, kościół pw Świętej Trójcy, pomnik Jakuba Wejhera.
Zobaczyliśmy także kościół pw Św. Leona Wielkiego i Stanisława Kostki oraz Archidiecezjalne Sanktuarium Pasyjno – Maryjne – kościół klasztorny Franciszkanów pw. św. Anny.
Z Wejherowa pojechaliśmy do Muzeum Techniki Wojskowej Gryf w Dąbrówce. Rozległe muzeum rozmieszczone w dwóch pawilonach i chyba sześciu hangarach. Obok wojskowych eksponatów zobaczyliśmy wozy i samochody cywilne. Wszystko nowe, niesamowicie odrestaurowane.
W ostatni dzień pojechaliśmy zobaczyć co się zmieniło w Szymbarku.
W drodze powrotne zatrzymaliśmy się w Kartuzach przy kolegiacie (darmowy parking).
W mieście znajduje się wiele ciekawych zabudowań, które warto zobaczyć oraz Muzeum Kaszubskie, które warto odwiedzić.
(2026)


















