Porto

Portugalskie miasto, słynące z wina, położone nad rzeką Duero, którą spławiano beczki z winem, z położonych w górze rzeki winnic. Dziś łodzie z beczkami mają jedynie charakter ozdobny.

Dotarliśmy do Porto w drodze powrotnej z Azorów. Z Polski można dolecieć z Krakowa liniami Ryanair, którymi wróciliśmy.

W Porto spędziliśmy 5 dni, niespiesznie zwiedzając miasto. Porto jest na tyle przytulne, że wypad na weekend byłby wystarczający aby napić się winka i zobaczyć co nieco.

Zamieszkaliśmy praktycznie w centrum miasta, na Travessa de Cedofeita w House Cedofeita, na za dnia cichej i spokojnej ulicy, wieczorem, jak się okazało, tętniącej życiem. Do Centrum dojechaliśmy z lotniska metrem, które tu jest naziemne i to była nasza jedyna nim przejażdżka. (W drodze powrotnej, ze względu na właściwie środek nocy, skorzystaliśmy z Ubera).

Dzień 1

Pierwszy dzień wykorzystaliśmy na spacer po Starym Mieście: Kościół Carmo, Plac z fontanną Leões, Park Cordoaria, muzeum portugalskiej fotografii, kościół i wieża Clerigos, do punktu widokowego Miradouro da Vitória, z którego rozciąga się widok na rzekę oraz miejscowość na jej drugim brzegu Vila Nova de Gaia. Tak naprawdę to w tej miejscowości znajdują się piwniczki z winem a nie w Porto.

W Porto znajduje się wiele kościołów, do których wstęp jest płatny. Wyczytałam w przewodniku, że jeśli się chce się zwiedzić jeden, to warto wybrać Igreja Monumento de São Francisco. Zatem kolejnym punktem spaceru było zwiedzanie tegoż kościoła, znajdujących się pod nim katakumb oraz nad nim niewielkiego muzeum. Wstęp 8 euro.

W katakumbach pochowani są Franciszkanie, których klasztor znajdował się na tyłach kościoła. Dzisiaj w miejscu klasztoru jest pałac Bolsa, który zwiedziłam w innym dniu.

Z kościoła udaliśmy się w kierunku nabrzeża Duero najpierw na o obiad w Adega São Nicolau , potem nabrzeżem w kierunku katedry Sé do Porto.

Różnicę wysokości pomiędzy nabrzeżem a katedrą, pokonaliśmy kolejką/wagonikiem za 2 euro od osoby, która znajduje się w pobliżu mostu Luisa I.

Dzień 2

Tego dnia przeszliśmy 18 km pieszo, robiąc sobie wycieczkę na wybrzeże.

Pod kościołem Świętego Franciszka, który zwiedzaliśmy dzień wcześniej, jest przystanek tramwajowy, z którego odjechaliśmy w kierunku wybrzeża. Tu się zaczyna a na wybrzeżu kończy linia nr 1. Tramwaje odjeżdżają o pełnej i w pół do godziny. Bilet kosztuje 3,5 euro a przejazd trwa 30 minut.

Można pospacerować po okolicy, zobaczyć miejsce gdzie Duero wpada do oceanu, posiedzieć na plaży i wrócić za 3,50 tramwajem.

My poszliśmy dalej wybrzeżem, mijając po drodze różniące się między sobą plaże.

Po dwóch godzinach dotarliśmy do twierdzy Castelo do Queijo. Wstęp 0,50 euro. Stąd można wrócić tą samą drogą i potem tramwajem nr 1. Z ronda przy twierdzy odjeżdżają autobusy 502 i 500 (ten drugi jedzie wzdłuż wybrzeża), którymi można wrócić do centrum miasta.

My poszliśmy dalej. Kilka minut spacerkiem od twierdzy, zaczynają się knajpki, w których można “upolować” coś do zjedzenia. My poszliśmy jeszcze dalej aż do sąsiedniej miejscowości Matosinhos, w której przy porcie znajdują się restauracje, serwujące świeże ryby. Zjedliśmy w restauracji O Antonio przy Rua Herosi de Franca. Koszt dla trzech osób 85 euro z czego 50 kosztowała ryba dla dwóch osób (39, 50 za kg) ale można było wybrać tańsze ryby.

Z restauracji poszliśmy w kierunku stacji metra Mercado linia niebieska, przy której znajdują się także przystanki autobusowe, skąd odjeżdżają autobusy nr 500 i 502. Stąd odjechaliśmy autobusem nr 502 ale jeszcze nie do domu. Wysiedliśmy na przystanku Antonio Cardoso. Przystanek jest na żądanie więc jeśli wyświetli się nazwa tego przystanku jako następny, trzeba nacisnąć przycisk STOP. Z przystanku przeszliśmy ulicą Antonio Cardoso do ogrodu botanicznego Jardim Botânico do Porto/Museu de História Natural e da Ciência da U.Porto.

Z ogrodu poszliśmy w stronę synagogi,

przeszliśmy obok cmentarza zbudowanego w 1855 roku,

i domu muzyki, przy którym odpoczęliśmy na Praça de Mouzinho de Albuquerque. Z okolic placu odjeżdża autobus 502 ale my poszliśmy pieszo, 30 minut i w domu.

Dzień 3

Trzeciego dnia zrobiliśmy sobie spacer ulicą Św. Katarzyny. To główny deptak handlowy Porto.

Na kawę wstąpiliśmy do Majestic Café, gdzie wydaje się że czas zatrzymał się w latach 20 ubiegłego stulecia.

Zajrzeliśmy także w przecznicę, na ulicę Formosa aby zobaczyć starą, zabytkową witrynę sklepową.

Poza ulicą Św. Katarzyny, zobaczyliśmy Ratusz Miejski,

kościół Św. Ildefonsa,

oraz park Jardim Marques de Oliveira,

w którym odpoczywaliśmy po bardzo kalorycznym obiedzie, specjalności Porto, w Cafe Santiago.

Po odpoczynku w ogrodzie Marques de Oliveira, udaliśmy się na zasłużony odpoczynek do Jardins do Palácio de Cristal

Tego dnia wybraliśmy się także na wieczorne zwiedzanie Porto.

Dzień 4

Ten dzień spędziliśmy po obu brzegach Duero.

Po drodze do ribeiry (nabrzeża), zobaczyliśmy dworzec kolejowy São Bento

oraz ulicę Flores

Przeszliśmy mostem Ponte Dom Luís I na drugą stronę rzeki. Pierwszą rzeczą było wdrapanie się na punkt widokowy Miradouro da Serra do Pilar, z którego rozciąga się widok na Porto oraz Vila Nova da Gaia

Z punktu widokowego, przez Jardim do Morro, doszliśmy do kolejki gondolowej, którą dotarliśmy w głąb nabrzeża.

Tu też zjedliśmy obiad i wróciliśmy z powrotem do Porto. W Porto, przy moście, mieliśmy zbiórkę uczestników, wykupionej wycieczki z Citylovers Tours i razem udaliśmy się na degustacje wina. Zaczęliśmy od Taylor’s Port w Vila Nova da Gaia, gdzie po zwiedzeniu piwniczki i poznaniu historii winiarzy, udaliśmy się na degustację. Ta część wycieczki była dla nas najważniejsza, bo nie wiedzieliśmy gdzie możemy udać się na degustację port wine (nie porto), jak mówią miejscowi. Z wycieczką byliśmy jeszcze w dwóch winiarniach w Porto. Dzięki wycieczce dowiedzieliśmy się o istnieniu wina Verde (zielone), produkowanego z mało dojrzałych winogron.

Do Taylor’s Port można udać się indywidualnie, zwiedza się z audioguide’m i można poprosić o ustawienie języka polskiego.

Dzień 5

Na ostatni dzień pobytu, został nam do zwiedzenia Palácio da Bolsa. Obiekt zwiedza się z przewodnikiem, wybraliśmy przewodnika z językiem angielskim. Bilety kupuje się na konkretną godzinę w cenie 10 euro.

Zobaczyliśmy też księgarnię Lello, która była inspirają dla J.K. Rowling, przy tworzeniu Harrego Pottera. Do wejścia do księgarni ustawiają się kolejki. Zwiedzanie jest bezpłatne ale trzeba coś w księgarni zakupić. W rzeczywistości wygląda to tak, że wykupuje się voucher za 5 euro przez wejściem lub przez stronę internetową, którym jest rozliczany zakup w księgarni.

Po pożegnalnym spacerze nabrzeżem, poszliśmy za dźwiękiem muzyki i tak dotarliśmy na festiwal piwa Porto Beer Fest. I to było najlepsze zamknięcie naszej portugalskiej przygody.

Moje odkrycia

  • Wino Porto znałam jako mocne, ciężkie i czerwone. Podczas pobytu poznałam jego różne smaki, diametralnie różniące się od siebie. Odkryłam je na nowo.
  • Nie miałam pojęcia o istnieniu białego Porto, smakowało mi.
  • Poznałam nowego drinka Portotonic, kompozycja białego Porto i Tonicu, którego najlepiej serwowali chłopaki z Praça 63.

  • Odkryłam wino Verde (zielone). Jak się bardzo chce, to można się dopatrzeć zielonkawego koloru ale nie o kolor tu chodzi tylko o świeżość. Wino Verde robione jest z młodych, mało dojrzałych winogron.
  • Nie wiedziałam, że winnice położone są w głębi lądu, bardziej na wschód od miasta, w górę rzeki Duero.
  • Nie wiedziałam, że wszystkie piwniczki z winem położone są tak naprawdę w Vila Nova da Gaia a nie w Porto.

  • W mieście są duże różnice terenu. Trzeba się wdrapywać pod górę lub wchodzić/schodzić po schodach. W niektórych miejscach można te różnice pokonać udogodnieniami, takimi jak wagonik kolejki torowej przy moście Luisa I, kolej gondolowa na nabrzeżu w Vila Nowa da Gaia, winda miejska Elevador Lada Ribeira na nabrzeżu w Porto.

(2021)