Prowansja

Region Francji pachnący ziołami i lawendą. Postanowiliśmy spędzić w niej święta Wielkanocne i zobaczyć tyle ile uda się w 3 dni.

Wycieczkę rozpoczęliśmy w Marsylii, do której przylecieliśmy linią Ryanair z Krakowa. To był piątkowy wieczorny lot i na miejscu byliśmy ok. 23.00. Pod terminalem czekał na nas już syn samochodem zatem od razu udaliśmy się na nocleg do pobliskiego hotelu, którym był Premiere Classe Aeroport Marseille.

Marsylię zwiedziliśmy w 2019 roku więc rankiem udaliśmy się do oddalonego od niej o ok. 25 km Aix-en-Provence.

Aix-en-Provence

Miasto to było kiedyś stolicą Prowansji (dziś jest nią Marsylia). Znajduje się w nim podobno 100 fontann – nie wiem, nie liczyłam. Jeśli ktoś interesuje się malarstwem to pewnie wie, że w Aix-en-Provence urodził się i zmarł francuski malarz Paul Cazanne.

Spacer rozpoczęliśmy w okolicach ronda z fontanną Fontaine de la Rotonde.

Udaliśmy się ulicą Mirabeau w kierunku centrum, mijając po drodze kolejne fontanny.

Dotarliśmy na plac Richelme

oraz na plac  de l’Hôtel de ville, które obstawione były kramami z żywnością. Nie omieszkaliśmy popróbować lokalnych wyrobów.

W drugiej połowie dnia przejechaliśmy do oddalonego o 80 km Avignon (Awinion), gdzie postanowiliśmy przenocować.

Avignon

W IVX w. Avignon było siedzibą papieży. Do dnia dzisiejszego nad miastem góruje pałac papieski.

Miasto zwiedzaliśmy w sobotnie popołudnie i część niedzieli, jest na tyle duże, ładne i ciekawe, że potrzeba przynajmniej dnia na zwiedzanie.

Po wieździe do miasta, między Rodanem a wzgórzem papieskim znajduje się spory parking, na którym można zostawić samochód. Za murami miejskimi znajduje się stacja kolejowa, a w jej sąsiedztwie kilka hoteli, zatem jest łatwa dostępność dla przyjeżdżających pociągiem.

Zwiedziliśmy wnętrza Pałacu Papieskiego,

Bazylikę Św. Piotra,

słynny most Saint Benezet.

Pospacerowaliśmy uliczkami wewnątrz murów miejskich podziwiając je za dnia jak i wieczorem.

Noc spędziliśmy w Ibis Budget Avignon Centre.

Orange

Do Orange podjechaliśmy w niedzielne popołudnie z oddalonego o 30 km Avignon, aby zobaczyć zbudowany między 10 a 25 rokiem n.e., teatr rzymski, który jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Oprócz teatru w Orange znajduje się łuk triumfalny Tyberiusza zbudowany w 27 roku, również wpisany na listę UNESCO.

Pont de Gard

Z Orange pojechaliśmy zobaczyć Pon de Gard czyli fragment akweduktu w dolinie rzeki Gard. Akwedukt był wybudowany przez Rzymian i prowadził wodę z Uzes do Nimes.

Pont de Gard znajduje się w regionie Oksytania, więc zrobiliśmy mały skok w bok z Prowansji, aby zaraz do niej wrócić na nocleg do Arles.

Arles

Do Arles przyjechaliśmy wieczorem. Nocleg zarezerwowałam w Ibis Budget Arles Palais Des Congres. Hotel w porządku ale daleko od centrum, zatem na kolację do La Pataterie musieliśmy podjechać samochodem.

Arles to urocze miasteczko nad Rodanem.

Przez kilkanaście miesięcy żył w nim i tworzył holenderski malarz Vincent Van Gogh. W mieście znajduje się wiele miejsce które Van Gogh uwiecznił na swoich płótnach.

Zobaczyliśmy również ruiny teatru antycznego,

kościół Św. Trofima, zabudowania nieistniejącego już kompleksu łaźni miejskich Termy Konstantyna

oraz pozostały z czasów rzymskich amfiteatr.

Zwiedzaliśmy pół dnia, bo do dalszego zwiedzania zniechęciła nas odbywająca się w mieście corrida organizowana na arenie amfiteatru. Drogi były wygrodzone po albo przed encierro czyli gonitwą byków ulicami miasta. Na wszelki wypadek postanowiliśmy pojechać w przyjaźniejsze zwierzętom miejsce, do Camargue.

Camargue

Parc naturel régional de Camargue, bo tak brzmi pełna francuska nazwa, to magiczne miejsce, gdzie można zobaczyć żyjące na wolności białe konie i nam się to udało ale nie udało mi się zrobić im zdjęcia.

Najpierw pojechaliśmy drogą Rte de la Mer, na której pierwszym przystankiem było podziwianie salins czyli solniska. Punkt obserwacyjny nazywa się Point d’observation des salins i jest to taras widokowy, do którego trzeba podejść kawałek od drogi.

Kolejnym przystankiem na drodze miejsca gdzie brodziły po wodzie stada flamingów.

Na końcu drogi znajduje się plaża Plage de Piemanson, gdzie towarzyszył nam szum fal i wiatru.

Tak naładowani pozytywną energią, pojechaliśmy jeszcze zobaczyć zupełnie odmienne miejsce w parku, jakim jest miasteczko Saintes-Maries-de-la-Mer.

Saintes-Maries-de-la-Mer było ostatnim punktem zwiedzania. Udaliśmy się z niego na miejsce noclegu, którym znów był hotel Premiere Classe Aeroport Marseille. Była jeszcze pożegnalna kolacja w 3 Brasseurs w Vitrolles,a rankiem odlot z marsylskiego lotniska w Marignane.

(2024)