São Miguel

São Miguel to jedna z 9 wulkanicznych wysp, należących do archipelagu Azory. Archipelag leży na Oceanie Atlantyckim, w odległości ok. 1500 km od kontynentalnej Portugalii, do której należy. São Miguel jest największą wyspą archipelagu. Kształtem przypomina mi odwróconą nerkę. Jej długość ze wschodu na zachód to ok 65 km a z północy na południe, mniej więcej pośrodku wyspy, to zaledwie ok 15 km.

Centralną część wyspy zajmują góry. Należy to wziąć pod uwagę przy planowaniu swoich wycieczek. Szeroka droga biegnie “pierścieniem” wzdłuż nabrzeża oraz z południa na północ, łącząc miejscowości Lagoa na południu i Ribeira Grande na północy. Pozostałe drogi są wąskie i bardzo wąskie, pną się w górę i opadają w dół.

Wyspa mimo gór wulkanicznych jest bardzo zielona, często pokryta bujną roślinnością. Przyczynia się zapewne do tego duża wilgotność i ciepło. Charakterystyczne dla wyspy są wszędzie rosnące hortensje w kolorze niebieskim. Przejawem aktywności wulkanicznej są gorące źródła oraz gejzery zwane tu fumarolami.

Wyspa ma stałe połączenie lotnicze z lądem. Regularne loty odbywają się z Lizbony i Porto. Trasę obsługują portugalskie linie lotnicze TAP oraz azorskie SATA. My lecieliśmy na wyspę z Lizbony a wracaliśmy do Porto. Na oba rejsy wybraliśmy linię SATA gdyż była zdecydowanie tańsza od TAP. Z Polski do Portugalii lecieliśmy Ryanairem z Krakowa.

Jeśli ktoś czytał już moje wcześniejsze wpisy wie, że lubimy nocować na odludziu, najlepiej na wsi w otoczeniu przyrody. Nie inaczej było tym razem. Zamieszkaliśmy na obrzeżach Riberia Grande w Riberinha w Casa da Canada. Z jednej strony mieliśmy widok na ocean, z drugiej na góry. Kilka kilometrów od miejsca zamieszkania, w Ribeira Grande, był hipermarket, który w pełni zaspokajał nasze potrzeby egzystencjalne. Dużym plusem obiektu była jego lokalizacja na wyspie, prawie w środku. Oszczędzało to czas na podróżowanie z jednego końca wyspy na drugi.

Aby móc się swobodnie poruszać po wyspie, wynajęliśmy samochód. Najbardziej atrakcyjną wypożyczalnią okazała się 3Rent https://3rent.com

Nasze wycieczki po São Miguel

Dzień 1Villa Franca do Campo

Pierwszy dzień pobytu przeznaczyliśmy na zwiedzanie dawnej stolicy wyspy, miasteczka Villa Franca do Campo. Aby tam dotrzeć, musieliśmy przeprawić się przez góry na drugi koniec wyspy.

Pierwszym po drodze punktem zwiedzania był wodospad Cabrito. Zostawiliśmy auto przy głównej drodze i przeszli pieszo ok. 1 km w dół. Zatem powrót był pod górkę.

Kolejnym przystankiem był punkt widokowy na jezioro Fogo.

W Villa Franca do Campo autko zostawiliśmy na bezpłatnym parkingu w pobliżu kościoła Igreja de São Pedro i pierwsze kroki skierowaliśmy w kierunku “jadłodajni”. Jako, że była to niedziela, nie było wielkiego wyboru wśród otwartych barów czy restauracji. I tak trafiliśmy do Restaurante Snack Bar Universo. Na pierwszy rzut oka, lokal wyglądał przyzwoicie. Niepokój budziły jedynie puste stoliki. Ale i w mieście nie było ludzi, co było jakimś pocieszeniem. Zdecydowaliśmy się na obiad w tym miejscu i nie pożałowaliśmy tego. Jedzenie było bardzo dobre, super podane a cena za trzy osoby to tylko 40 euro.

Po obiedzie rozpoczęliśmy powolne zwiedzanie. Jako pierwszy obejrzeliśmy ogród Antero de Quental z kościołami po dwóch jego stronach. Od strony zachodniej Igreja do Senhor Bom Jezus de Pedro oraz od północy Igreja de São Miguel Arcanjo.

Z ogrodu przeszliśmy kolorową starówką do portu.

Po zwiedzeniu miasta, przejechaliśmy do jego północnej części, do Emirada de Nossa Senhora da Paz. Jest to kaplica na wzgórzu, do której prowadzi 115 schodów wzdłuż stacji drogi krzyżowej.

Ze wzgórza rozciąga się widok na całe miasto oraz na wyspę a raczej stożek wulkaniczny z zalanym kraterem.

Dzień 2Sete Cidades

Drugiego dnia pobytu zwiedzaliśmy zachodnią część wyspy, której prawie całą część zajmuje masyw wulkaniczny Sete Cidades.

Pierwszym przystankiem po drodze był punkt widokowy Pico do Carvão, z widokiem na stożki wulkaniczne. Stożki możecie zobaczyć w pierwszych sekundach vloga, zamieszczonego poniżej opisu dnia.

Kolejnym etapem zwiedzania był park Lagoas Empadadas.

Podjechaliśmy pod bramę parku i tam zostawili samochód. Weszliśmy ścieżką obok słupka bramy, jak prowadziła strzałka. W niecovidowej sytuacji brama zapewne jest otwarta.

Ścieżka doprowadziła nas do dwóch jezior. Po lewej stronie mieliśmy Empadadas a po prawej Eguas (Lagoa de Eguas). Oba jeziora można obejść dookoła.

Poszliśmy dalej ścieżką do kolejnego jeziora Rasa.

Po drodze odbiliśmy do punktu widokowego Pico do Paul.

Od jeziora Rasa poszliśmy szlakiem do jeziora Éguas (Lagoa das Éguas). Niestety nie udało nam się go zobaczyć, gdyż utonęło we mgle. Z tego miejsca można iść dalej szlakiem do kolejnego parku, w którym znajduje się jezioro Canario. Czas przejścia od Rasa do Canario to 1,5 – 2 godz. My ze względu na samochód wróciliśmy do niego i podjechali nim do parku.

Podobnie jak w parku Empadadas tak i tu brama była zamknięta i weszliśmy ścieżką obok bramy. Bramy były zamknięte ze względu na covid. Dla nas dobrze, bo w normalnych warunkach jest tam ruch samochodowy, a tak samochód zostawiliśmy na parkingu po przeciwnej stronie drogi, gdzie schodzi szlak od parku Empadadas.

W planach mieliśmy przejście ok 4 km szlakiem wokół stożków ale mgła a raczej niski pułap chmur i silny wiatr nam to uniemożliwiły, zatem po zejściu do jeziora i pospacerowaniu po parku, ruszyliśmy dalej.

Kolejnym punktem zwiedzania był punkt widokowy Vista do Rei. Rozciąga się stamtąd widok na dwa jeziora: Verde oraz Azul.

Z punktu widokowego zjechaliśmy do miasteczka Sete Cidades, położonego w kraterze wulkanu. Jako, że była to już pora obiadowa, zjedliśmy w barze São Nicolau – jakość stosowna do ceny. Po obiedzie rzut oka na kościół de São Nicolau i pojechaliśmy do miasteczka Mosteiros.

W Mosteiros pierwszym punktem zwiedzania była plaża Praia dos Mosteiros i kąpiel w oceanie, który tu był bardzo ciepły. Plaża jest piaszczysta a z wody wystaje kilka formacji skalnych zwanych tak jak miasto.

Drugi punkt to kąpiel w naturalnych basenach Piscinas Naturais Caneiros, położonych ok. 2 km na północ od plaży.

Basen ze zdjęcia miał najcieplejszą wodę, stąd cieszył się największą popularnością. Tuż obok był basen chyba najgłębszy, z którego korzystali amatorzy skoków.

My korzystaliśmy z tego z najzimniejszą wodą, za to mieliśmy go na wyłączność.

Dzień 3Plantacje herbaty

Na São Miguel znajdują się jedyne w Europie plantacje herbaty. Są to dwie ostatnie z kilkunastu. Plantacje i manufaktury znajdują się w soim sąsiedztwie.

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od najstarszej Fabrica de Cha Goreana – wstęp bezpłatny. Najpierw zwiedziliśmy manufakturę a póżniej plantację.

Zwiedzanie manufaktury rozpoczęliśmy od obejrzenia filmiku o zbieraniu herbaty.

Następnie przeszliśmy przez kolejne stanowiska przygotowywania herbaty aż po pakowanie. Na końcu była samoobsługowa degustacja herbaty. Po degustacji odwiedziliśmy sklepik, w którym zakupiliśmy herbatę dla siebie oraz dla bliskich jako pamiątkę z Azorów.

Po drugiej stronie fabryki znajduje się plantacja. Prowadzi przez nią większy szlak. Można jednak zrobić małą ok. 5 km pętlę. Faktem jest, że nie spojrzeliśmy na tablicę z mapą i widząc wejście na plantację po przeciwnej stronie drogi, poszliśmy tam za innymi w owczym pędzie. Tym samym zaczęliśmy pętlę od końca ale to nie ma znaczenia, bo tam gdzie jest koniec, jest i początek szlaku. Ważnym jest, że złapał nas ulewny deszcz i mgła z parującej gleby, co utrudniło orientację w terenie. Zdecydowaliśmy się zatem zawrócić, po przejściu ok. 1,5 km.

Drugim etapem wycieczki była Fabrica de Cha Porto Formoso. Tu wstęp też jest bezpłatny. Zwiedzanie to obejrzenie filmiku w języku portugalskim lub angielskim o fabryce, jej początkach i obecnym procesie pozyskiwania herbaty. Po filmiku zostaliśmy zaproszeni na degustację, gdzie również można było zakupić herbatę oraz alkoholowy likier herbaciany. (herbata liściasta 100g 2,70 – 3,65 euro, likier mini 4 euro, 0,5l. 16 euro)

Na uwagę zasługuje fakt, iż azorska herbata nie ma naturalnych wrogów w postaci szkodników, jest zatem naturalna, pozbawiona pestycydów i różnych innych chemikaliów.

Dzień 4Nordeste

Nordeste to miasteczko położone na wschodnim końcu wyspy, nazywane wyspą na wyspie. Nazwę tę otrzymało z dwóch względów. Pierwsze to nieco odmienny krajobraz niż na reszcie wyspy, a drugie, do niedawna dojazd do wyspy był bardzo utrudniony przez co miasto było odcięte od reszty wyspy. Utrudniony dojazd był spowodowany brakiem obwodnicy i przełamywaniem się drogą przez góry z licznymi zakrętami, co znacznie wydłużało podróż.

Jednak zanim dotarliśmy do Nordeste, zatrzymaliśmy się na punkcie widokowym Miradouro do Salto da Forinha, skąd wybraliśmy się w ok. 2 godz. spacer do wodospadu o tej samej nazwie.

Drugim przystankiem był ogród botaniczny w Achada – Parque Natural da Ribeira dos Caldeiroes. Na spacerek można przeznaczyć od pół do godziny czasu.

Do Nordeste dojechaliśmy w okolicach obiadu, zatem najpierw napełniliśmy żołądki za niecałe 30 euro za trzy osoby (z piwem i kawą) w O Forno. Potem przystąpiliśmy do zwiedzania. Auto zaparkowaliśmy na dużym parkingu za kościołem.

Zaczęliśmy od mostu Ponte dos Arcos, którym wjechaliśmy do miasta.

Następnie kościół de São Jorge i plac przed kościołem oraz spacer jedną z uliczek.

Po spacerze przejechaliśmy do latarni morskiej i malutkiego portu rybackiego (strome zejście 35′ – 40′) na przylądku Porta do Arnel.

Dzień 5Ponta Delgada i Lagoa

Ponta Delgada to stolica wyspy oraz całego archipelagu. Postanowiliśmy zatem tak zaplanować jej zwiedzanie aby tam zjeść kolację w bardziej uroczystej oprawie.

Po drodze do Ponta Delgada zatrzymaliśmy się w Faja de Baxo, gdzie znajduje się jedna z kilku, plantacja ananasów.

Zwiedziliśmy plantację Santo Antonio, której właściciel oprowadził nas po szklarniach i opowiedział jak wygląda uprawa ananasów. Wstęp bezpłatny.

Po zwiedzaniu kupiliśmy ananasa (6 euro/ kg) oraz likier ananasowy. Tak pysznego ananasa w życiu nie jadłam i pewnie nie zjem, chyba, że będę jeszcze kiedyś na plantacji.

Z plantacji pojechaliśmy do stolicy. Samochód zaparkowaliśmy bez problemów przy głównej drodze, skąd mieliśmy wszystkie atrakcje w zasięgu ręki (parkowanie płatne w parkomacie 1 ero/godz. od 6 do 19).

Zrobiliśmy sobie spacer najpierw na miejskie targowisko.

Potem wzdłuż wybrzeża, oglądając po drodze port, bramę miejską Portas da Cidade,

fort Forte de São Brás,

a wróciliśmy miastem podziwiając po drodze Igreja de São José, Convento de Nossa Senhora da Esperança, Santuário do Senhor Santo Cristo dos Milagres, i inne atrakcje mijane po drodze.

Po szybkim lunchu w barze z przekąskami, pojechaliśmy zwiedzić miejscowość Lagoa.

Lagoa to malutkie miasteczko, przyjechaliśmy tu głównie po to aby zwiedzić fabrykę azorskiej ceramiki Ceramica Vieria. Fabryka to rodzinny interes, prowadzony obecnie przez piąte pokolenie.

W fabryce można zobaczyć etapy produkcji a także zaopatrzyć się w gotowe wyroby. Zwiedzanie bezpłatne.

Z fabryki poszliśmy w kierunku oceanu. Zobaczyliśmy naturalne baseny, do których wstęp kosztował 2 euro.

Z Lagoa wróciliśmy do Ponta Delgada na obiadokolację i wieczorny spacer. Kolację zjedliśmy w polecanej
A Tasca. Do restauracji trzeba odstać swoje w kolejce, dlatego warto przyjechać trochę wcześniej.

Po kolacji przeszliśmy się promenadą aby zobaczyć stolicę w wieczornym oświetleniu.

Dzień 6 Ribeira Grande

Ten dzień był nieco leniwym, przeznaczonym na regenerację po wcześniejszych, bardziej intensywnych dniach. Udaliśmy się zatem na termalne baseny Park Caldeira Velha. I tu spotkała nas przykra niespodzianka – bilety wysprzedane na kilka dni do przodu. W dniu na kiedy były dostępne, wylatywaliśmy z wyspy. Pozostało nam jedynie śledzić na stronie czy coś się nie zwolni.

Pojechaliśmy zatem na mały basenik termalny, usytuowany w pobliżu naszego domu Termas das Caldeiras. Jednorazowo wchodzi tam ok 10 osób (sytuacja covidowa). Wejście na godzinę kosztuje 3 euro.

Pozostały czas przeznaczyliśmy na zwiedzanie miasta.

Odkryliśmy darmowe wejście na miejskie baseny

oraz do fabryki likierów Mulher de Capote. Dzień zakończyliśmy spacerem po plaży St. Barbara.

Jak łatwo się domyślać, w Ribeira Grande byliśmy nie jeden raz, choćby z powodu zakupów. Przynajmniej dwa razy jedliśmy tam obiad w miejscach, które mogę polecić. Jest to restauracja Alabote oraz bar Tio Lanches

Dzień 7 Furnas

“Miasteczko Furnas, położone w kraterze czynnego wulkanu, słynie z gorących źródeł, basenów termalnych, stale dymiących fumaroli i przepięknych krajobrazów.” To cytat z przewodnika, który kazał nam sprawdzić to wszystko na własne oczy.

Pierwszy postój zrobiliśmy na punkcie widokowym Miradour do Pico do Ferro skąd rozciąga się widok na cały krater: miasteczko, jezioro i fumarole.

Następny przystanek to park Terra Nostra.

Spacer po parku i kąpiel, jak to sobie wymyśliliśmy, w “baziorze” (z połączenia bajora z jeziorem) lub jak kto woli w “stasenie” (połączenie stawu z basenem). Jakkolwiek wstęp 8 euro.

Woda w basenie swój kolor zawdzięcza obecności siarki. Temperatura wody wynosi 36-40 st. C, i stale jest podgrzewana przez wulkaniczną lawę.

Na spacer po parku trzeba przeznaczyć z 1,5 godziny plus moczenie w wodzie.

To, że po kąpieli człowiek staje się głodny, nie jest żadną nowością. Zatem obiad w polecanej restauracji Restaurante Tony’s i polecane danie regionalne Cozido das Furnas. Danie to składa się z różnych gatunków mięs, kiełbas i warzyw, przygotowanych w kalderach wulkanicznych. Produkty wkładane są do wielkiego gara, który zakopywany jest w ziemii i podgrzewany wulkanicznym ciepłem.

Po obiedzie podjechaliśmy zobaczyć fumarole a zarazem miejsce, w którym gotował się nasz obiad. Wjazd na teren kosztuje 3 euro od osoby.

Po obejrzeniu fumaroli, zdecydowaliśmy się na spacer wokół jeziora. Ścieżka po jednej stronie prowadzi brzegiem lasu, po drugiej niestety przy drodze. Przejście zajęło nam ok. 2 godzin.

W planach mieliśmy jeszcze wieczorną kąpiel w termalnych basenach Poça da Dona Beija jednak długa kolejka do wejścia i późna godzina skutecznie nas zniechęciły.

Dzień 8 Lombadas

Lombadas to dolina.

Dolinę przecina rzeczka. W niektórych miejscach w pobliżu jej brzegu, wypływa woda tak sobie znienacka. Można się więc znaleźć niespodziewanie w wodzie po kostki.

Dzięki kamieniom w rzece można przeskakiwać z brzegu na brzeg. Tak sobie przeskoczyliśmy do ruin kapliczki, przez które też przepływa rzeczka.

W pobliżu doliny Lombadas znajduje się wodospad o tej samej nazwie. Jest on widoczny tylko z jednego miejsca na drodze dojazdowej do doliny. Punkt ten można znaleźć na mapie Google albo tak jak nam udało się rozpoznać miejsce, wskazujące na częste parkowanie samochodu, na łuku drogi. Kilka kroków od tego miejsca znaleźliśmy przestrzeń między roślinami, skąd było widać Cascada das Lombadas.

Dzień 9 Parque Caldeira Velha

Parque Caldeira Velha to baseny termalne, do których nie udało nam się wcześniej dostać z powodu braku miejsc. Śledziliśmy jednak codziennie czy coś się nie zmieniło.

Dzień wcześniej padający ulewny deszcz spowodował zanieczyszczenie basenów. Woda musiała zostać wypompowana, niecki basenowe były czyszczone i do nowa napuszczano wodę.

W związku z tym anulowano wszystkie rezerwacje, można natomiast było wejść na spacer bez zażywania kąpieli, co niniejszym uczyniliśmy.

Na pożegnanie z wyspą, z Ribeira Grande pojechaliśmy jeszcze na punkt widokowy Miradouro do Cintrão i do latarni morskiej o tej samej nazwie.

Podsumowanie

  • Każdego dnia (sierpień) mieliśmy na zmianę to słońce to deszcz. Koszulka na mijanym turyście z napisem “Azory – 4 pory roku jednego dnia” wydaje się wszystko mówić.

  • W czasie deszczu temperatura spadała maksymalnie o 2 stopnie (z 24 na 22), a po deszczu zaraz się podnosiła. Nawet jak zmokłam nie było mi zimno i szybko schłam.

  • Po kilku dniach pobytu, byliśmy w stanie dostrzec nadchodzący deszcz i w porę się schronić.

  • Warto mieć zawsze przy sobie jakąś pelerynę czy kurtkę przeciwdeszczową.

  • Wyspa jest dziewicza z mnóstwem zieleni, naturalna. Nie ma budek z pamiątkami, brak komercji jaką znamy z miejsc turystycznych.

  • Nie ma kurortów z promenadami, nie ma szpanu i paradowania pod depo – kto to lubi, to wyspa nie jest dla niego.
  • Poza stolicą parkingi są bezpłatne.

  • Widziałam przystanki autobusowe. Widziałam także turystów, którzy przemieszczali się bez samochodów.

Przykładowe ceny:
salami 150g – 1,75
kiełbasa chorizo 250g – 2,24
ketchup – 1,85
kawa 100g – 3,91
schweppes 1l – 1,25
ziemniaki 1kg – 0,99
piwo 33cl – 0,98
ser 270g – 3,99
benzyna – 1,50

CDN – dołączę jeszcze vlogi Michał Simiński Films (jak tylko powstaną)

(2021)